IV Ogólnopolskie Zawody Pływackie "O Błękitną Wstęgę Wisły" 25-26.05.2013 r.

 

Zawody wchodzą w skład Pucharu Polski Masters



Wyniki zawodów

Klasyfikacja medalowa

Rekordy Polski


 ZAWODY Z OLIPIJCZYKIEM – TO BRZMI DUMNIE

O godzinie 22.00 w czwartek próbowałem znaleźć miejsce parkingowe na toruńskiej Starówce. Wcześniej nie mogłem, bo mnie tam nie było. Hotel „Pod Czarną Różą” wprawdzie dysponuje parkingiem, ale za daleko. Gdy się zajeżdża do ukochanego miasta po ciszy nocnej, to bilans energetyczny w człowieku wychodzi na „zero”, bo z jednej strony samochód gdzieś zostawić trzeba, a kto próbował, wie, że to poważnie osłabia, ale z drugiej – przecież jesteśmy na Starówce. Come on! Nawet konieczność wrzucenia pieniążka do maszynki służącej do reperowania budżetu Rady Miasta, nawet fakt, że dwie najbliższe maszynki były zepsute i trzeba przejść dalej całe 100 metrów, nawet niegościnne wietrzycho dmiące w dziób, nie ma takiej władzy, by zagłuszyć radość. Radowałem się zatem.

Czasu na strategię nie było dużo. Następnej doby nie mogliśmy z Karoliną spędzić tak, jak lubimy, czyli nie robiąc nic. To znaczy – ja tak lubię. Wstaliśmy, kiedy ranne wstały zorze. Miałem w planie dwa spotkania biznesowe. Dlatego, choć udzielam się dla „Toruńczyka” chętnie, to przyjąłem z ulgą słowa Artura, że nie trzeba stawiać się na wlewanie wody do basenu, bo woda już tam jest. Ograniczyłem więc bezpośrednie przygotowania do Zawodów o Błękitną Wstęgę Wisły do podpisania listy obecności na godzinę przed rozgrzewką w sobotę 25 maja.

Oczom mem ukazał się hol pływalni. W holu stół. Za stołem Ela, Mirka i Anita w „Toruńczykowych” mundurkach i z uśmiechami od lewego ucha do prawego. Już wtedy wiedziałem, że będzie dobrze. Chwilę później poznałem Macieja Hreniaka: Olimpijczyka z Pekinu, dwukrotnego Mistrza Świata, dwukrotnego Mistrza Europu Juniorów. Toruńskie Zawody o Błękitną Wstęgę Wisły były jego pierwszą imprezą w kategorii „masters”. Rzekomo coraz mniej rzeczy w życiu, które się robi po raz pierwszy, ale wciąż ich mnóstwo. Był to dla nas ogromny zaszczyt rywalizować z Mistrzem.

Zawody trwały dwa dni. Gościliśmy zawodników z Kaliningradu i z Grodna. I zaprawdę powiadam Wam – uczyć nam się ich entuzjazmu na trybunach przy dopingu. Bo my pomiędzy Odrą i Bugiem – to tacy rutyniarze. Niby brawo, niby gwizd i trąbka, ale gdzie tu jakieś „hop, nogi, finisz!!!” (Szufar nie mógł, bo zastępował Anitę na podium i odbierał od Eli medale w celu ich powieszenia na szyjach zwycięzców), gdzie pieśni pochwalne ku Patronowi Honorowemu zwodów pod tytułem „Panie, czym jesteśmy przed Twem obliczem? Prochem i niczem”. Członków wspierających „Toruńczyka” było widać, owszem. Karolina pełniła funkcję hostessy (oł jeee) z tacą medalową, tacą herbaciano-kawową i jako członek sztabu w Sekretariacie zawodów, gdzie z Anitą wypisywały dyplomy. Co ciekawe – Andrzej Szufarski tak dokładnie wyliczył ilość dyplomów, że podobno został nam się jeden, który uchwałą Zgromadzenia Ogólnego postanowiliśmy rozdzielić po równo między wszystkich zawodników z Torunia. Mi trafił się lewy górny róg.

I oto doszedłem do miejsca niniejszego felietonu, którego nie mogłem się doczekać. Komisja Sędziowska pod przewodnictwem Sędziego Głównego Karola Olszewskiego. Sprawna praca Komisji, choć orzeczono parę dyskwalifikacji. Jednak największa zaleta Komisji Sędziowskiej to fakt, że jej członkiem był Grzegorz Arentewicz i Agnieszka Kostyra. Wciąż nie potrafię zrozumieć, jak udawało im się zamieniać stroje białe na stroje startowe i odwrotnie w takim tempie. Fama mówi coś o dublerach. Ale co ona tam wie, ta fama. W każdym razie doświadczenie Sędziego Głównego znać było po świetnej komunikacji niewerbalnej ze spikerem zawodów. Bez słów było wiadomo, kiedy, co i dlaczego należy się przymknąć. Nadto – w tym miejscu, składam podziękowanie Pani Sędzi z toru nr 2 Katarzynie Łapickiej za rewolucyjną czujność przy ratowaniu osprzętu pływackiego, omyłkowo podmienionego przez zmęczoną zawodniczkę.

Ale to wszystko nic. Na zawodach pływackich nie tylko się dudni do mikrofonu, ale też się pływa. Szczegółowe wyniki znajdują się na stronie Omegatiming i tam odsyłam osoby żądne wiedzy o setnych sekundy, jakie dzieliły Pana Jana od rekordu Polski na 800 dowolnym. Skoro o długi dystansach mowa – miłym i wzruszającym akcentem było uhonorowanie Rodziców Andrzeja Majchrzakowskiego. Zawodnika startującego za życia w konkurencjach przeznaczonych nie dla ludzi, a dla brył metalu: „Iron Man”. Zawodnika rozstawiającego rywali po kątach na długich dystansach. Trenera, który wyszkolił niejednego Mistrza. Wyścig na 800 dowolnym odbywa się w Toruniu dla uczczenia jego pamięci.

W tej konkurencji świetny wynik uzyskał Tadeusz Gołembiewski. Płynął szybko i puchar trzeba mu przesłać pocztą, bo nie zdążył odebrać. Natomiast nie spóźnili się na dekorację za 800 dowolnym Mariusz Gabiec i Marek Rother. Gratulacje za udany start. Poza tym można było odnieść mylne wrażenie, że prawie każdą konkurencję wygrywał Karol Twarowski na zmianę z Prezesową Magdą Bolewską. Ale przecież to nieprawda. W niektórych konkurencjach stawali też na podium inni zawodnicy: Maciej Kujawa na przykład. Maciej pływa stylem klasycznym, podobnie jak Jarek Wysocki, Andrzej Szufarski, Magda Rogozińska, Małgorzata Górecka, Anita Nizoł, Grażyna Gruszka, Dariusz Pela, Henryk Zientara, Tomasz Osóbka, Magda Prezesowa czy Sławek Prędki. Choć ten ostatni tylko dla rozgrzania stawów skokowych. Doliczyłem dwunastu i mam skojarzenia z tytułem pewnego wojennego filmu z Lee Marvinem w roli głównej… Po prostu Miasto Żabkarzy. A podobno to w Gdańsku jest dzielnica o nazwie Żabianka. Na szczęście mamy Zofię Wełk, Annę Piotrowicz i Mariolę Kutc, które trochę kraulowo-grzbietowego nastroju wprowadzały. Sztafetę rzecz jasna wygraliśmy dzięki Krzychowi Lietzowi, natomiast Edward Korolko znowu dał popis wszechstronności.

Nie tylko żabkarze i nie tylko z Torunia zjawili się na imprezie w sobotę na toruńskiej Starówce. W zabawie przeszkadzał nam finał Ligii Mistrzów i zbyt dobra forma bramkarza Bayernu, który bronił strzały Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Gdyby nie on, wynik byłby inny, a nasze ciśnienie nieco niższe. Integracja świetna, a oranżada nie przeszkodziła dnia następnego przyjść na rozgrzewkę. Choć może ją nieco opóźniła.

Zawody w Toruniu powinny odbywać się częściej. Płatki śniadaniowe od sponsorów są smaczne, ale nie wystarczają na cały rok od maja do maja. Nie mam nic przeciwko, żeby Wisła płynęła Błękitną Wstęgą również na Wielkanoc. Albo na Północ. Zgłaszam tylko jedno zastrzeżenie: deska serów w restauracji „Pod Antałkiem” była zbyt obfita, nikt mnie o tym nie uprzedził i w tym upatruję główną przyczynę, że nie zostawiłem z tyłu Olimpijczyka z Pekinu na 100 dowolnym.

Marcin Mykowski

 

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019



Galeria