Letnie Otwarte Mistrzostwa Polski w Pływaniu w kategorii Masters, 17-19 czerwca 2011 r., Gliwice

 


 
OKIEM „NOWEGO”
o Mistrzostwach Polski w Pływaniu masters w Gliwicach
 
 
Ten tekst należałoby pisać wierszem. Potrafię to świetnie robić, bo jestem domorosłym poetą i udzielałem korepetycji Szymborskiej. Poza tym hymn u chwale pływalni w Gliwicach słabo przyjmuje inną formę.
 
Skoro zaś o formie mowa. Zawodnicy „Toruńczyka” prezentowali świetną. Nie wybitną, bez przesady. Tylko świetną. W końcu jako kandydat na członka „Toruńczyka” nie powinienem Wam słodzić, drogie Koleżanki i Koledzy, zbyt obficie, bo nie mam zamiaru dopuścić do tego, że pomyślicie, iż zamierzam kupić sobie uczestnictwo w Waszym Klubie za pomocą niebywałego osobistego uroku, a nie za sprawą wyniku 0:48,00 na 100 kraulem, jaki zrobiłem praktycznie bez rozgrzewki... Taaaa
 
Tyle tytułem sympatycznego wstępu. Do rzeczy.
 
Piszę to z punktu widzenia zawodnika, który w czasach zamierzchłych, czyli jeszcze 4 miesiące temu, rywalizował z Wami na zawodach i życzył Wam żołądkowych rewolucji przed startem. Teraz już jest inaczej. Teraz Was lubię. I to bynajmniej nie tylko dlatego, że zgodnie z wykładem Artura „piękne mamy miasto, Aguś”, że gdyby nie cierpliwość Grzegorza nie dojechalibyśmy tam i spowrotem, że niejaka Magdalena Bolewska znowu ustanowiła 17 rekordów Polski, a jej zdjęcie ukazało się na okładce „Newsweeka”, że wspomniana Aguś była twarda jak Rambo i startowała z zepsutym kolanem na 400 kraulem, zaciskając białe ząbki, że Szefuncio Andrzej Szufarski przyjechał do Gliwic choćby na parę godzin, żeby nas wspierać (zauważcie: powiedziałem „nas”, a nie „was”), że Pan Krzysztof i Pan Jacek okazali się równymi gośćmi, a nasze urocze Panie były... urocze właśnie. Szkoda, że Macieja „Ka” i Katarzyny „Wu” zabrakło.
 
Trenowałem z Wami przez 2,5 miesiąca i to wystarczyło, żeby doświadczyć świetnej atmosfery. Przepraszam, że nie mówię o wszystkich (niestety nie od wszystkich zanotowałem wpłatę na konto umówionej kwoty za pisanie pochlebstw...). Z pewnością to nadrobię, bo zasługą każdej osoby z toruńskich mastersów jest to, że napływowemu Torunianinowi (trudne słowo) chciało się przychodzić na tą zabytkową pływalnię bez linek grzbietowych przed ścianami. Wprawdzie skurcz szyi pojawia się przy każdym nawrocie na grzbiecie, żeby głową ściany nie przesunąć, ale przecież już starożytni Bułgarzy mawiali „nieważne gdzie, ważne z kim”.
 
Wasza grupa jest przykładem połączenia przyjemnego z pożytecznym. Coby za dużo temu patosu nie przydawać – uważam, że Wasze świetne wyniki na Mistrzostwach Polski w Gliwicach są wypadkową zaangażowania, dobrego humoru, wiedzy Andrzeja Szufarskiego i jego świetnej osobowości. No i mojej rzecz jasna.... Taaaa
 
Nie będę pisał o szczegółowych wynikach, bo każdy może je sprawdzić na stronie głównej masters. Powiem natomiast o paru szczegółach, które mnie urzekły na tych Mistrzostwach. Pierwszym była pani Iza, która wypisywała dyplomy. W drodze na start na 100 dowolnym chciałem jej zaproponować małżeństwo, ale pomyślałem, że najpierw obowiązki, a potem przyjemności, a gdy już dopłynąłem do końca z przyzwoitym wynikiem, to stwierdziłem, że jednak wolę pływać niż dać się jej zniewolić. Człowiek musi mieć zasady, rozumiecie. Drugą sprawą było to, że się nawzajem wspieracie jako grupa. Gdy jeden płynął, to drugi nie szedł pod prysznic, tylko dopingował, choćby w milczeniu. Uczestniczył. I to wcale nie jest oczywiste, tylko unikatowe.
 
I za to Wam dziękuję.
Marcin Mykowski

 

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019



Galeria