VI Otwarte Międzynarodowe Mistrzostwa Gdyni w Pływaniu Masters, Gdynia, 9-10.07.2011

 



 
Proszę Państwa, zawody z udziałem „Toruńczyka” sprzyjają nauce. Nauce pieśni. Z Międzynarodowych Mistrzostw Gdyni najlepiej zapamiętałem refren. Brzmi tak, uwaga:
Hooop!!!! Nogi!!!! Finish!!!!
 
Co najlepsze – do tego nie trzeba muzyki. Przepis na refren jest bowiem następujący:
  1. Posadzić Andrzeja Szufarskiego na trybunach.
  2. Wypuścić serię z udziałem „naszych”.
 
Zaprawdę powiadam Wam, że współczynnik zaraźliwości zaśpiewu wśród „Toruńczyka” wynosi 100%. Co więcej – gdy „naszym” w wodzie jest sam Andrzej Szufarski, dochodzą do tego układy choreograficzne Magdy Bolewskiej i Kasi Walenty i nic, powtarzam, nic, nawet torsje tej ostatniej po porannych ogórkach kiszonych nie zheblują inicjatywy w narodzie. I żeby było jasne: rekord Polski na 200 zmiennym poprawiony o nieludzkie 2 sekundy przez Magdę Bolewską ma źródło następujące i żadno inne:
Hooop!!!! Nogi!!!! Finish!!!!
Niniejszym ogłaszam zakaz kolportażu innej wersji wydarzeń. Potwierdzonej nota bene przez kolejny rekord Polski na 50 dowolnym. A jeśli ktoś uważa inaczej, to zapraszam do Andrzeja Szufarskiego. Zobaczymy jak się „ktosiowi” pływać będzie ze złamaną szczęką. Ale co ja tam wiem... W końcu przymiot kandydata na „Toruńczyka” przylgnął do mnie jak bluza nowego dresu na muskulaturze Pana Jana stojącego na podium. I znikąd pociechy... Nawet gdy zakładam na start czepek z godłem Tczewa, nikt nie jest w stanie dostrzec cierpienia na mym obliczu. Może jedna jedyna Magda Rogozińska, bo sama też cierpiała na początkowe stadium grypy, a mimo to stawała kilkukrotnie na podium. Mało tego: z cierpliwością Konfucjusza słuchała o wrześniowych planach szefuńcia „Toruńczyków”. Jednak wracając na chwilę do Kasi Walenty. Jestem pod wrażeniem jej dociekliwości. Pytanie: co robi człowiek, gdy stado ludzi na trybunach się drze i krzyczy jego imię? To oczywiste: stara się dowiedzieć, o co chodzi. Bo skąd u licha ma się tego domyśleć, stojąc na platformie startowej. Kasia postanowiła rozwiać domysły na bieżąco. Gdy jednoosobowy tłum reprezentowany przez Magdę Bolewską skandował „Kasia! Kasia!” jak ten głupi, to rzeczona wyżej Kasia odkrzyknęła „CO???!!!” I cóż się okazało? Że dociekliwość została nagrodzona. Bo oto z Niebios nadleciał zaśpiew:
Hooop!!!! Nogi!!!! Finish!!!!
Zawody w Gdyni były miłe. Nie pamiętam, ilu zawodników się zgłosiło, bo mi się troili w oczach przez to słońce. Podobał mi się gest organizatorów w jednym momencie. Mianowicie przy wręczaniu nagrody dla najlepszego zagranicznego klubu. Uhonorowano rosyjskich zawodników z Kaliningradu. Szef ich grupy stanął na podium, ładna panienka wręczyła puchar (nie pamiętam, czy dostał buzi), ludzie zaklaskali na wiwat, pani spiker podziękowała za uczestnictwo i było naprawdę miło. Ale niech zdobywają, co chcą. I tak tylko my mogliśmy liczyć na:
Hooop!!!! Nogi!!!! Finish!!!!
Żeby oddać sprawiedliwość, muszę powiedzieć, że Jan Bantkowski dostał bonus. Gdy na pierwszej zmianie w sztafecie zmiennej młócił wodę na grzbiecie niczym Liam Tancock, otrzymał darmową nawigację ze słupka, na którym gotował się sztafetowy żabkarz:
Uważaj! Lina!!!! Lina!!!! Lina!!!!
 
Szanowni Państwo, na koniec mam dla Was pięć (5) dobrych wiadomości. I kłopot. Bo nie wiem, od której zacząć. Jednak wiem, że czekaliście na nie od pierwszej litery niniejszego tekstu. Otóż na zawodach w Gdyni zdobyłem pięć (5) złotych medali. Poza tym spaliłem się na słońcu i naderwałem ścięgno o podczas sprintu na 50 motylkowym. Ale to dlatego, że nie słyszałem refrenu:
Hooop!!!! Nogi!!!! Finish!!!!
 
 
Marcin Mykowski

 

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019



Galeria