Zawody w Gdyni; 29.09.2012 r.

Zawody - widmo

Wierzę w szanty. Historie są tym prawdziwsze, im więcej czasu spędzam w żeglarskiej knajpie i im częściej podchodzi do mnie kelner po kolejne zamówienie. Bynajmniej nie zamawiam wody mineralnej. Tylko oranżadę. Jeśli ktoś myślał inaczej, niech zniknie jak zawody w Gdyni z harmonogramu imprez - szybko i pod byle pretekstem. Choćby była to awaria pompy paliwowej czy też systemu wodnego. A następnie przyśle do wybranej grupy uczestników maila z informacją, a odbiorcy niech roześlą swoim znajomym, którzy przekażą dalej. I wtedy wszystko będzie w porządku, bo co najmniej na godzinę przed startem każdy zainteresowany dowie się o drzwiach zamkniętych i że dziękujemy za uwagę. Dlatego wierzę w szanty, bo opowiadają o śpiewie syren wśród wzburzonych fal. Bo tylko na wzburzone fale na morzu zamiast na pływalni można było popatrzeć.

Ja jednak do końca nie traciłem nadziei. Bo nadzieja nadciągnęła z Torunia jak husaria na odsiecz Wiednia. Właściwie nadciągnęły do mnie cztery nadzieje: Monika, Artur, Karol i Grzegorz. I też urządziliśmy zawody. Też było mokro. Też były fale. Oranżada pojawiała się falami, z każdą wizytą kelnerki przy stoliku (ocena 3+ , a po czwartej kolejce 4-). Problem polegał na tym, że powyższe towarzystwo w szanty nie wierzy, dlatego przenieśliśmy się na karaoke do knajpy "Dwa Światy". Niestety nikt nie zaśpiewał "Deszcze niespokojne", bo tego nie było w repertuarze. Natomiast na a'capella przenieśli za mało oranżady.

Urządziliśmy czterodniowe zawody w opijaniu zawodów. Zużyliśmy tyle paliwa, że starczyłoby na napełnienie tego basenu, co system wodny wysiadł. Nagle towarzystwo się powiększyło i na kwaterę o 5 rano wjechał skład częściowo nieznany, który jednak szybko zkniknął niczym nadzieja na dobry wynik na 200 kraulem. Dlatego dnia następnego postanowiliśmy ruszyć na podbój Sopotu, bo Karolina (luba ma), na wampa się zrobwszy, czciła zakończenie kariery w dotychczasowej pracy. My w tym czasie próbowaliśmy rozbić Kasyno w Grand Hotelu. Niestety to Kasyno rozbiło nas. Na szczęście nie do końca. Po zrzutce starczyło na bilet wstępu na dicho koło Monciaka, gdzie Arabowie próbowali uwieść koleżankę Karoliny, Karol uwodził Arabów, a Grzechu zorganizował wianuszek mulatek, które nie mogły się dogadać, która postawi mu drinka. W końcu postawił sobie sam, bo ich świergot był głośniejszy niż łomot w dyskotece. Ale on niczego nie pamięta. Oranżada miała za dużo gazu. Poza tym przyjęliśmy na wiarę zapewnienie Karola "Rybcia! Jest OK!"

Było, oj było... Niniejszym ogłaszam, że wygraliśmy zawody w Gdyni. Główną nagrodą były duże lody u Grycana w Gdańsku. Kosztami obciążymy sprawcę awarii systemu wodnego.

Marcin Mykowski

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019

Tmt_junior_2019

Galeria