Zimowe Mistrzostwa Polski Masters - 13-15.11.2015 Gliwice

Grad medali w Gliwicach

Zdjecia pod adresem

Gazety podały swoją wersję przebiegu Mistrzostw Polski w Gliwicach. Prasa ma to do siebie, że musi podawać fakty. My natomiast mamy uprzywilejowaną pozycję. Oprócz faktów możemy pisać prawdę. Z prawdą bywa różnie. Jej zwyczajowe miejsce jest po środku, ale tym razem leżała na Pływalni „Olimpijczyk” w Gliwicach oraz w Hotelu na „Ł”.

Zaczęło się o świcie, w piątek trzynastego (13). Nic nie zapowiadało późniejszego wydarzenia. To był normalny ranek: budzik, kawa, bułka posmarowana nożem. Niewielkie echo kroków na klatce schodowej w domu Grzegorza, który uprzejmie udzielił mi noclegu. Pogłos obcasów niknął jakby w zwolnionym tempie. Jakby nawet ten dźwięk miał zdolność przewidywania i przytulał się z trwogą do swojego źródła, wręcz chował za nami. Nie liczyłem schodów na parter. W ostatniej chwili mignęła mi tablica informacyjna z regulaminem Wspólnoty Mieszkaniowej, na której ktoś przykleił zdjęcie Świętego Mikołaja. Miał brodę. Pukle włosów w tej brodzie nie wisiały nieruchomo... Wiły się. Syczały. Były coraz bliżej jego oczu...

No! I wtedy się obudziłem, bo była 5.45, a za godzinę miała przyjechać Kasia Walenta i wio do Gliwic. Zjawiła się punktualnie, jak na prezesa przystało.

- Cześć, chłopaki! Kto prowadzi?

- Yyy? Ale my jesteśmy po długim wieczorze – wybąkaliśmy.

- Aha. Czyli kto prowadzi?

Grzechu zgłosił się na ochotnika i wytrwał w ochotniczym prowadzeniu na Śląsk i z powrotem. Natomiast na Mistrzostwach w Gliwicach czekał na nas „Eye of the tiger” oraz 558 uczestników zawodów, którzy postawili sobie cel niemożliwy do osiągnięcia: pokonać nas. Nie udało się przede wszystkim dlatego, że mieliśmy w ekipie koleżankę zza Kanału La Manche. Dojechaliśmy na wspaniały obiekt, godny swojej nazwy i oto otworzyły się główne wrota i ktoś się w nich ukazał.

- My name is Lord – rzekła ona. – Marta Lord.

Po czym zawróciła na pływalnię i ustanowiła rekord Polski na 50 dowolnym – 0:28,03. Wszyscyśmy się dzielnie rozgrzewali pierwszego dnia zawodów. Kasia Walenta, żeby nie zniechęcać rywalek do stawienia się na startach, wzięła brązowy medal na 200 zmiennym i tak samo zachowała się toruńska sztafeta 4 x dowolnym. Czyli szaleństwo w umiarze. Konieczne było zachowanie sił na mecz Polska – Islandia, bo gryzienie pazurów przed hotelowym telewizorem też wymaga energii. Zwłaszcza jeśli wcześniej jest obowiązek zjedzenia porządnego obiadu w restauracji, gdzie oranżadę dowożą kolejki elektryczne. Nasi z Islandią energetycznie wygrali 4:2, a wszystko przez Martę Lord, która już dobre fluidki rozsiewała przed kolejnym dniem. W sobotę 14 listopada wydarzenia miały następującą kolejność: Eye of the tiger, rozgrzewka, drzemka na kocu pożyczonym z hotelu i rekord Polski Marty Lord na 50 grzbietowym – 0:33,61. Panuje pewna niepisana zasada. Tzn Grzegorz i ja wymyśliliśmy zarówno zasadę, jak i fakt, że jest niepisana. Głosi, że „dwa rekordy ustanawiasz, >>połówkę<< stawiasz”. Dwa rekordy już były, połówka też, ale dużo później.

Z zasadami nie należy się spieszyć, bo jak mówi Andrzej Szufarski – blues jest wszędzie. Jedno z drugim ma tyle wspólnego, że czucie bluesa ma wpływ na zasady. Na przykład na taką, że żadna siła techniki się nie boi. Oto co się okazało: że nawet Jan Bantkowski nie zdążył jeszcze wynegocjować w sekretariacie zawodów medalu za sztafetę 4 x 50 zmiennym (Henryk Zientara, Jan Bantkowski, Tomasz Osóbka i Edward Korolko), a Marta Lord ustanowiła rekord Polski na 100 zmiennym – 1:12,39. Po drodze był złoty medal Kasi Walenta na 200 klasycznym (2:58,87). Obie czuły bluesa. Rzekłbyś – Toruń jak Midas. Co wystartuje, to w złoto się obraca. Niestety nawet kruszec ma domieszkę frustracji, bo na 100 dowolnym płynął Marcin Mykowski (0:57,13) i słuszne formułował bluzgi w prawo, lewo i na wprost z powodu przegrania medalu o 0,23 sek. Jednak nie ma tego złego, bo by na srebrny medal nie wyszło: Grzegorz Arentewicz został wicemistrzem Polski na 200 motylkowym.

Po każdym bloku zawodów należy się przespać. Sen to legalny środek dopingujący. W sobotę po południu kobiety dały pokaz wyspania. Na 100 klasycznym Marta Lord zdobyła złoty medal w kategorii 35-39. Katarzyna Walenta wygrała w przedziale 30-34. Agnieszka Kostyra wzięła brąz w kategorii 25-29. Henryk Zientara także popłynął na brąz w konkurencji 100 klasycznym.

Gdy kobiety zaczęły pływać 100 grzbietowym, uświadomiliśmy sobie z Grzegorzem, że jednak nie popełniliśmy błędu w ustalaniu zasad. Marta Lord ustanowiła kolejny rekord Polski (1:11,81), co oznaczało, że ilość należnych połówek wzrosła o 100%. Marcin Mykowski po zdobyciu srebrnego medalu na setkę grzbietowym (1:05,23) był z tego wielce kontent. Wszak zakończenie dnia zapowiadało się sympatycznie. Jednak zanim do zakończenia doszło, Kasia Walenta ustanowiła rekord Polski na 400 zmiennym (5:54,44). Grzegorz Arentewicz wywalczył brązowy medal na tym dystansie (6:22,46). Sztafeta 4 x 50 dowolnym z finiszem Edwarda Korolko zajęła trzecie miejsce.

Wieczorem przyszedł czas na głęboką refleksję. Zastanawialiśmy się, czy jednak Robert Lewandowski nie powinien stanąć na bramce polskiej reprezentacji. Nie pamiętam, do jakich wniosków doszliśmy, bo Marta Lord spełniła pierwszą ratę zobowiązania dotyczącą skutków ustawianych rekordów, a prezes Kasia Walenta na bieżąco reagowała na wezwania setek fanów Toruń Multisport Team do przedstawienia aktualnych informacji z Mistrzostw.

Ostatni dzień zawodów zaczął się od smutnej wiadomości. Wprawdzie Marta Lord ustanowiła rekord Polski na 200 grzbietowym (2:35,85), jednak stanowczo oświadczyła, że więcej rekordów ustanawiać nie będzie, bo za drogo ją to wychodzi. „Jedna połówka na dwa rekordy to przesada” – stwierdziła. Dlatego na 50 klasycznym był po prostu złoty medal. Na 200 grzbietowym srebrnika zaliczył też Marcin Mykowski, który stwierdził po wyścigu, że z wielką przyjemnością popłynąłby 800 kraulem, ale dopiero za rok. 50 żabą to także popis Kasi Walenta (wywalczyła srebrny medal) i Henryka Zientary (brązowy). Sztafeta mieszana 4 x 50 zmiennym w składzie: Lord, Walenta, Arentewicz i Mykowski zajęła drugie miejsce, wyprzedzając ekipę z Olsztyna o 0,09 sek.

Bohaterem ostatniej akcji został Adrian Bliski. Wystartował na 400 dowolnym i ambitnie zasuwał w kierunku na wprost i z powrotem. Niesiony dopingiem koleżanek i kolegów z drużyny, zaprezentował imponujący finisz (system elektronicznego pomiaru czasu wskazał kolor zielony, czyli najlepszy). Adrian łącznie przepłynął 450 metrów, przeznaczając nadprogramowe 50 na poczet kolejnego wyścigu.

W postartowych wywiadach dla „Przeglądu Sportowego” oraz BBC Sport Andrzej Szufarski wyraził zadowolenie z postawy zawodników Toruń Multisport Team, w tym własnej. „Nikt nie miał wad postawy” – stwierdził. Torunianie zajęli 11 miejsce w klasyfikacji medalowej na 85 ekip: 10 złotych, 7 srebrnych i 12 brązowych.

Ku chwale Klubu!

Marcin Mykowski



 

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019



Galeria