Zimowe Otwarte Mistrzostwa Polski Poznań 18 – 20.11.2011 (Pływalnia 25 m)



Szczegółowe wyniki zawodników



 

MEDALE NA JAŁCIE I W POZNANIU
by Marcin Mykowski
 
Jako napływowy Torunianin i nowy „Toruńczyk” mam coś do powiedzenia na temat Torunia i „Toruńczyka”. Tego nie przeczytacie ani w „Wyborczej”, ani w „Nowościach”. Choć Kolega Krzysztof Lietz jako dyżurny ratownik dziennikarski z pewnością zaprotestuje.
 
Najpierw trochę patosu. Otóż, coraz mniej jest rzeczy w życiu, które robi się po raz pierwszy. Wyjaśnię to na swoim przykładzie, bo w końcu jestem autorem niniejszego tekstu. Otóż pierwszy raz będę składał gratulacje dwóch świetnym zawodniczkom kilka miesięcy po fakcie. Ale to za chwilę. One z pewnością myślały, że zapomnieliśmy, że wieńce chwały przykrył już kurz, a fakt, że jedna się uczy do egzaminu, a druga prowadzi wypożyczalnię stołów napływowym Torunianom, oznacza, że już tak ni słowa na stronie klubu się nie zamieści. Ehhh, te baby...
 
Wszystko, co powinniśmy wiedzieć o kolorach medali Magdy Bolewskiej i Kasi Walenty na Mistrzostwach Europy na Jałcie, znalazło się w prasie wielokrotnie. Przebieg zawodów znam tylko z opowieści. Ponad 4000 uczestników musiało robić wrażenie i tworzyć plejadę najlepszych pływaków Europy w kategorii Masters. 6 (słownie: sześć) medali dziewczyn na takiej imprezie skłania... wymusza wręcz deklarację. Deklarację, którą niniejszym złożę w imieniu klubu „Toruńczyk Masters”, choć nie mam ku temu żadnych uprawnień, żadnych pełnomocnictw, żadnych zapewnień o możliwości jej złożenia i jeśli miałyby z tego wyniknąć jakiekolwiek konsekwencje, to kładę głowę na pieniek. Dziewczyny! Całym sercem zapewniam Was, że zasłużyłyście na dobrą jajecznicę z trzech jaj na głowę, na szynce i cebuli. Taką Mistrzowsko – Europejską. Naprawdę. Dziękujemy Wam z całego serca i zapewniamy, nie będziemy skąpić grosza na rzeczoną wyżej jajecznicę, o ile koszt zamknie się w 30 zł. Jednak nasze chęci docenienia Waszej wielkości są bezcenne.
 
Teraz parę słów o kolejnym moim pierwszym razie. Wystartowałem w barwach „Toruńczyka”. Mistrzostwa Polski w Poznaniu, proszę Państwa. Czy sztafeta miała z tego korzyść, to inna kwestia. Tablica wynikowa pokazała, że zabrakło nam w konkurencji 4 x 50 dowolnym 0,4 sek do medalu. Zaraz po wyścigu na moim muskularnym ciele, choć ważącym o 3... no dobra - 5 kg więcej niż powinno, ale to tylko z powodu kontuzji ramienia, a nie jabłecznika mamusi, wystąpiła nerwowa wysypka, bo nie może być tak, żeby mój debiut w szacownych barwach „Toruńczyka” skończył się najgorszym miejscem (bo tuż za podium). Dlatego zamierzałem narobić awantury. W razie potrzeby sędziemu głównemu dać w dziób, bo te 0,4 sek to błąd aparatury pomiarowej, skutek za wysokiej temperatury na pływalni albo zbyt gładko uczesanych włosów Pana Jana. Ale gdy już – już skakałem do gardła temu, co pomiary nadzorował, Andrzej Szufarski zasłonił go swoim ciałem i krzyczy: „Marcin, daj spokój, bądź ponadto! Zobacz: Artur Kłosiński zdobył dwa srebrne medale i jeden brązowy! Co tam sztafeta!” W porządku. Skoro tak szefuńcio stawia sprawę, tym razem odpuszczę. Poza tym faktycznie było się z czego cieszyć.
 
Oto bowiem Mazurek Szufarskiego zagrał dla Agnieszki Kostyra. Aga zdobyła złoty medal na 800 dowolnym. Obserwowanie tego wyścigu kosztowało nas kilkanaście obgryzionych pazurów i dwie zużyte fiolki środków, chroniących nas od natłoku wzruszeń, gdy na mecie Aga ledwo żywa wyczołgała się z wody i opanowawszy trochę oddech, padła w ramiona szczęśliwego Maćka Kurasa, który uniósł ją i obrócił dwa razy wokół własnej osi, a następnie wrzucił z powrotem do wody, bo zazdrościł jej wciągniętej potrójnej porcji żarcia z McDonalda, dużego shake'a i dużych nuggetsów i sam spieszył się na srebrną dekorację za 200 grzbietowym. Bo to właśnie dostają wicemistrzowie Polski na 200 grzbietowym. Srebrne medale. 
 
Na srebrnym podium za 100 zmiennym stawała Magda Rogozińska. Przepraszam – Magdalena „Dynamit” Rogozińska. Ciężki trening na pływalni Szkoły nr 8, choć odbywany korespondencyjnie i przy wsparciu basenu „Elany” dał efekty. Bohaterem okazał się Krzysztof Lietz. W czasie wyścigu pękły mu okularki. Przychodzi mi na myśl tylko jedno porównanie. Na Olimpiadzie w Pekinie Michaelowi Pheplsowi woda zalała okulary i płynął na ślepo, a dokończył wyścig dlatego, że liczył własne ruchy od ściany do ściany. Krzysztof wzorem Phelpsa nie tylko dokończył konkurencję, ale i odebrał medal.
 
Jednak proszę Państwa, jedna była tylko konkurencja, gdzie na podium przewagę liczebną miał „Toruńczyk”. 100 dowolnym. Artur Kłosiński odebrał brązowy medal, a ponieważ jest kulturalnym człowiekiem, więc puścił mnie przodem po srebrny. Dlatego było nas tam dwóch. Dzięki, Artur. Ty to masz gest. A i tak byłoby to niczym, gdyby nie duchowe wsparcie Grzegorza Arentowicza przy wieczornym browarze i Jarosława Wysockiego jako najmłodszego stażem Mastersa z Torunia.
 
Na koniec parę słów podziękowania dla Karoliny. Nie wiem, jak profesjonalnie nazywa się hormon szczęścia, ale dzięki Tobie mam go w nadmiarze. I rzeczywiście, nie widzę innego logicznego wytłumaczenia wyniku 0:56,80 na 100 kraulem, mimo kontuzji barku i tym samym niedotrenowania, jak właśnie Twoja obecność. Cytując reklamę – bezcenna.
 

Nowe sekcje

Medale

Gold419
Silver376
Brown280

Zawody w Toruniu

Tmt_2019

Tmt_junior_2019

Galeria